piątek, 6 stycznia 2017

Pies kontra Sylwester 2 - czyli Zona w Wiśle!


więcej


Żegnaj 2016 witaj 2017! Na wstępie wszystkim Wam życzymy samych dobroci w nowym - 2017 roku, wielu ciekawych wydarzeń, o których bardzo chętnie wszyscy poczytamy oraz, co oczywiste, DUŻO ZDROWIA Wam, Waszym najbliższym i przede wszystkim Waszym PUPILOM :)

A teraz już do sedna. Końcówkę ubiegłego roku postanowiliśmy spędzić w Wiśle. Nie dużej miejscowości położonej w województwie śląskim. Tak, tej samej, z której pochodzi słynny Adam Małysz :) To chyba już tyle o Wiśle gdyż jak mniemam większość z Was może o niej więcej powiedzieć niż ja jestem w stanie na internecie przeczytać :P Mniej wtajemniczonym napomnę, iż Wisła jest bardzo cenionym ośrodkiem narciarskim w zimie oraz ośrodkiem wypoczynkowym w lecie, o czym może dodatkowo świadczyć ogromna ilość hoteli czy pensjonatów (w tym miejscu oczywiście dla przykładu wymienię Hotel Gołębiewski).

Wyjazd do Wisły miał być dodatkowo o tyle ciekawy, iż wybieraliśmy się tam wraz z naszymi znajomymi i ich półroczną córeczką :D . Był to pierwszy raz, kiedy nasz pies miał mieć styczność z tak malutkim dzieciątkiem przez tak długi czas. Bardzo byliśmy ciekawi jak Zona zareaguje na płacz, na chichot czy nawet na częstsze nawoływanie samego dziecka przez osoby dorosłe (mam na myśli „a kuku” itp.). Dodatkowo, podczas planowania pobytu, zostaliśmy po raz pierwszy uświadomieni jak ciężko jest znaleźć nocleg dla dwóch „wymagających” rodzin - ponieważ jedna z psem, druga z małym dzieckiem! Nasz kraj taki piękny - udziwnień nie uznaje :) O cenach to już nawet nie wspominam :P

Aaaa i jeszcze jedno. Tym razem także skorzystaliśmy z serwisu nocowanie.pl . Ponownie opisaliśmy dokładnie nasze wymagania i ponownie otrzymaliśmy oferty, z których wynikało, że psa mamy gdzieś po drodze porzucić… Tym razem zadzwoniliśmy do obsługi serwisu by oferty tych Państwa usunąć gdyż naszym kosztem tworzą sobie reklamę. Niestety serwis typowo komercyjny nie dba o usługodawcę, skupia się jedynie na płatniku. No ale ok.

Zona swoją przygodę z Wisłą rozpoczęła w piątek 30 grudnia od pakowania. Niby normalna sprawa i zastanawiacie się po co o tym wspominam aczkolwiek być może dla kogoś będzie to ciekawą wskazówką.

Nasz pies wyczuwanie naszych emocji ma opanowane do perfekcji! Zawsze gdy widzi, że pakujemy siebie oraz jej zabawki robi się nieznośnie nadpobudliwa! Jęczy, piszczy, skacze, kręci się co niemiara, nie potrafi usiedzieć w miejscu. Nauczyliśmy się już, że gdy wybieramy się na jakąkolwiek wycieczkę musimy starać się to przed Zoną ukryć najdłużej jak się da. Dopiero 3 minuty przed wyjściem pakujemy Zonę! Do tego czasu, mam wrażenie, że Zona myśli, że gdzieś po prostu wychodzimy bez niej (wtedy też okazuje emocje ale inne - najbardziej pokrzywdzonego psiaka w mieście). Ok. Udało się i wyszliśmy! Auto spakowane, Zona wybiegana, można jechać.

Do Wisły dojechaliśmy z drobnymi przygodami. W tym miejscu jedynie nadmienię, że naprawdę nie warto zmieniać wcześniej obranej trasy, która wiedzie główną drogą, na trasę „omijającą korki”. Ciekawskim mogę więcej napisać w komentarzach.

Niedługo po przyjeździe i rozpakowaniu wyszliśmy „na miasto” :D Musieliśmy przywitać się z Wisłą. Był wieczór, trochę mroźnie, ludzi nie dużo - dla nas IDEALNIE! Na chodnikach śniegu brak. Jedynie zmarzliny w postaci pozostałości oblodzeń. Przywitanie z Wisłą bardzo pozytywne. By rozgrzać Zonę postanowiliśmy dać jej trochę wolności. Niech pozna otoczenie i trochę pobiega. Nam pozostało ruszanie rękoma i … grzane wino :D Polecam wszystkim. Niby przepłacacie bo przecież „można to samo kupić w biedronce o wiele taniej” ale klimat z biedronki a klimat deptaku Wisły różni się znacznie! Wino podziałało aż za dobrze, dzięki czemu Zona zyskała jeszcze więcej wolności i była w stanie zwiedzić więcej zakamarków samego deptaka (napomnę tu, iż ludzi naprawdę było mało, a Ci, którzy byli okazali się być bardziej zaciekawieni naszym psem niż przerażeni czarną biegającą masą :D).

Skoro już wszyscy się zmęczyli (każdy na swój sposób) wróciliśmy do naszych pokoi. Nasza najmłodsza współlokatorka kładła się powoli spać więc Zona nie miała możliwości kontaktu dłuższego niż tylko parę minut. Reszta wieczoru była już spokojna. Nowe miejsce, swoje legowisko – Zona zmęczona spokojnie poszła spać.
Kolejny dzień kolejne wydarzenia. Sylwester. Dzień, podczas którego można strzelać od rana. Z początku z obawy o wystrzały pozostawaliśmy przy naszym apartamentowcu. Z czasem wybraliśmy się ponownie na deptak. Po drodze mogliśmy wybiegać Zonę w okolicach rzeki Wisły.

Jak widać poniżej jest tam dużo miejsca do zabawy. Trzeba jedynie uważać na oblodzenia. Zaraz powyżej naszego wybiegu przebiega długa droga spacerowa połączona z drogą dla rowerów. Ciekawa trasa na poranne wędrówki.
Idąc w stronę centrum słychać było już coraz częściej wystrzały. Zgodnie z oczekiwaniami Zona na nie nie reagowała z paniką jednakże dało się zauważyć, iż zwraca na nie swoją uwagę. Po czasie zaczęło ją to jedynie denerwować.

W ten dzień nie chcieliśmy zbyt długo przebywać w miejscu potencjalnych wystrzałów. Zjedliśmy frytki, popiliśmy grzańcem (tylko My), później wciągnęliśmy gorącą kwaśnicę i udaliśmy się do pokoju.

W ten dzień Zona już miała jedynie spokój w zaciszu czterech ścian. Na płacz czy chichot dziecka w ogóle nie reagowała. Odnieśliśmy jedynie wrażenie, że nasz pies traktuje dziecko naszych znajomych jak taką lalkę. Dziecko zaś traktowało Zonę jak jakiegoś misia. Zarówno jedna jak i druga traktowały siebie obojętnie. Jedynie zaczepki rodziców kierowane do swojej pociechy sprawiały, iż Zona z niedowierzaniem na nich patrzyła jakby się dziwiła „co oni robią tej lalce?” :)

Noc i wystrzały Zona przeleżała spokojnie na swoim legowisku. Żadnych negatywnych emocji. Kolejny Sylwester zaliczony na plus.
Pierwszy dzień nowego roku rozpoczęliśmy od bardzo mroźnego 4ro kilometrowego spacerku. Spowodowane to było chęcią zdobycia stoku przez męską część naszej trójki jednakże stok okazał się być nieczynny wbrew zapowiedziom z dnia poprzedniego. Był spacer i jest ok :).
Kolejna część dnia minęła nam już standardowo – spokojnie. Nie obyło się oczywiście bez pysznej kawy i czegoś słodkiego, jak to na wszystkich naszych wyjazdach zawsze musimy znaleźć dobrą kawiarnię :).
Podczas wieczornego spaceru trafiliśmy na powtórkę fajerwerków z Sylwestra. Były przepiękne. Zona stwierdziła, że będzie nas bronić więc skoro fajerwerki huczą to i ona poszczeka. Przyznam, że udało jej się! Fajerwerki ucichły ;) Piękne zakończenie dnia.
Ostatni dzień to już jedynie szybki poranny spacer. Następnie sprzątanie, pakowanie i powrót do domu.
Jak przez cały nasz wyjazd śniegu było brak tak zaraz po powrocie do domu zasypało nasz rodzimy Kędzierzyn. Zona po przybyciu do domu padła zmęczona. Chyba ją ten wyjazd nieźle wymęczył. Tak to jest jak się śpi „na czuwaniu” zamiast spokojnie odpłynąć....

A jak Wam i Waszym pupilom minął Sylwester? :)

2 komentarze:

  1. O jaka fajna relacja! Jak w końcu udało Wam się znaleźć nocleg?
    My byliśmy w agroturystyce z dala od cywilizacji, bo Bonza stresują wystrzały - na szczęście zazwyczaj w agro nie robią problemu ani z wielkością psów, ani ilością, dzięki temu mamy się gdzie podziać z naszymi dwoma bestiami :D Co do śniegu to u nas dokładnie taka sama sytuacja - liczyłam na śnieg na wyjeździe, bo chcieliśmy pójść na biegówki. Niestety śnieg spadł tuż po wyjeździe :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym śniegiem to niestety, spadł jak wyjechaliśmy...
      Co do noclegu to daliśmy ogłoszenie na nocowanie.pl i opisaliśmy nasze warunki. Po czasie był odezw, ale należy uważać, bo chociaż zaznaczyliśmy, że interesują nas tylko noclegi z psem to odezwali się tacy co psów nie akceptują - szkoda słów.
      Ogólnie udało nam się z nocowanie.pl wynająć apartament zaraz koło hotelu Gołębiewski, także miejscówka dość fajna :).

      Usuń