wtorek, 4 października 2016

Wakacje nad morzem - Władysławowo


W tym roku, tradycyjnie już, wakacje spędziliśmy nad polskim morzem. Dokładnie we Władysławowie. Wybraliśmy się tam w drugiej połowie sierpnia na okres jednego tygodnia. Jak zwykle, wyjazd poprzedziło poszukiwanie wszelkich informacji dotyczących pobytu wraz z psem w wybranej miejscowości.

Ze względu na wszechobecne opinie, iż nad morzem ciężko znaleźć miejsce w tym roku poszukiwanie noclegu rozpoczęliśmy około 3 tygodnie przed planowanym wyjazdem. W tym celu bardzo przydatny okazał się serwis nocowanie.pl . Dlaczego o tym piszę? W serwisie tym jest możliwość zostawienia informacji o tym, że szuka się noclegu na takich a nie innych warunkach. Odpowiadają "jedynie" zainteresowane "kwatery" spełniające nasze warunki. Jakże śmiesznie było czytać oferty typu "bardzo chętnie Państwa ugościmy w wyznaczonym terminie jednakże psów nie akceptujemy" :) "Więc co? Ja zatem, z tego właśnie powodu chętnie do Państwa przyjadę i równie chętnie psa zostawię po drodze w lesie??!" O nie! Takie wpisy zostawiamy bez komentarza by móc się teraz jedynie z nich wspólnie pośmiać :)
Pomimo wielu odpowiedzi (dowód na to, że straszenie przepełnionymi ośrodkami było bezpodstawne) zdecydowaliśmy się skontaktować z innym bardzo polecanym ośrodkiem - GLADA. "Akceptują zwierzęta, położenie ok, zapewniają wyżywienie" - idealnie. Wysłaliśmy zapytanie, dostaliśmy odpowiedź wraz z potwierdzeniem wszystkich naszych dodatkowych pytań. Na tamten czas ośrodek z przeczytanych opinii wydawał się dziwnie przekoloryzowany. A jednak!

Ośrodek wypoczynkowy GLADA prowadzi bardzo sympatyczna pani Ania wraz z mężem. Doba noclegowa od osoby kosztowała nas 70 zł wraz ze śniadaniem oraz obiadokolacją - bardzo dobre domowe jedzenie. Dodatkowo zawsze do każdego obiadu serwowany był deser - wszystko przygotowywane przez właścicielkę, która naprawdę potrafiła zadbać o to by w ośrodku panowała rodzinna atmosfera :). Za każdym razem na deser można było spodziewać się czegoś innego - pysznego ciasta, galaretki, ciasteczek drożdżowych, rogalików i wielu innych. Przyznam, że było to dla nas miłe zaskoczenie :).
Zona już w momencie przyjazdu została przyjęta bardzo miło przez właścicielkę. Pani Ania osobiście przyszła by się z naszym psiakiem zapoznać :). Od razu dało się zauważyć, iż miała podejście do psów bardzo dobre i dobrze wiedziała co robi. Duży pozytyw!
Pobyt we Władysławowie możemy zaliczyć do dość intensywnych, gdyż praktycznie każdego dnia gdzieś wybywaliśmy.


W dzień naszego przyjazdu oczywiście po wypakowaniu się należało iść na plażę, aby przywitać się z morzem, no i właśnie... Jakież było nasze zaskoczenie gdyż wszędzie widniały tabliczki informujące o zakazie wprowadzania psa na plażę. Przed wyjazdem jak wyżej wspomniałam trochę poczytałam na ten temat i z wielu opisów można było się dowiedzieć, iż mimo wszystko ludzie wchodzą na plażę ze swoimi czworonogami i nigdy nie dostali żadnego mandatu. My również postanowiliśmy skorzystać z plaży ale, zgodnie z informacją z oficjalnej strony Władysławowa, przeszliśmy na plażę niestrzeżoną, gdzie pozwoliliśmy trochę Zonie poszaleć w morzu.

W drugim dniu naszego pobytu postanowiliśmy się wybrać na Hel - pociągiem! Z samym przejazdem nie było większych problemów - Zona zachowuje się w komunikacji miejskiej wzorowo.

Jedyny minus to taki, iż wszędzie było dość dużo ludzi zarówno w pociągu, gdzie doskwierała duchota - chociaż pociąg miał być klimatyzowany - jak i na samym Helu. Dojazd na Hel pociągiem zajął nam około 40 min. Spędziliśmy tam trochę czasu spacerując, m.in. przeszliśmy deptakiem wzdłuż plaży dochodząc do miejsca najbardziej wysuniętego w morze - po deptaku można spokojnie spacerować z psem.
W kolejnym dniu naszego pobytu nad morzem postanowiliśmy wybrać się pieszo plażą do Jastrzębiej Góry. Pogoda nam bardzo dopisywała, chociaż wiązało się to z tym, iż na plaży znajdowała się spora liczba ludzi i dużym wyzwaniem było dla nas ich ominięcie. Najlepsze były momenty w których dotarliśmy do bardziej dzikich plaż, gdzie można było pozwolić się Zonie wybiegać i pobyć z nią w morzu. Woda, o dziwo, była dość ciepła jak na polskie morze co nas dodatkowo zaskoczyło na plus. Niestety, po drodze, napotkaliśmy również "szanowne panie w bikini sprzed okresu ciąży", które miały nam za złe, iż Zona ma czelność wchodzić do tej samej wody co ich dzieci (dodam nie rzadko nagie). Staraliśmy sobie to tłumaczyć ale w końcu nam się to nie udało... Być może Wy mi pomożecie?
Dotarcie do Jastrzębiej Góry zajęło nam dość dużo czasu. W pewnym momencie przejście plażą było dość dużym wyzwaniem gdyż na plaży było pełno kamieni.

Nigdy nie byłam w Jastrzębiej Górze i muszę przyznać, że wejście na plażę jest tam nie lada wyzwaniem np. dla ludzi z wózkami. Przechodząc jednym z przejść można było poczuć się przez chwilę jak na szlaku w górach. Znajduje się tam również wejście tzw. główne, które składa się z bardzo dużej ilości schodów. Pomimo niewątpliwie fajnego wyzwania odpuściliśmy sobie schodzenie i wchodzenie nimi.

Warto zaznaczyć, jeśli ktoś nie wie, że we Władysławowie nie widać zachodu słońca za horyzontem morza, na który najczęściej udajemy się wieczorową porą na plażę. Na taki widok musieliśmy się wybrać właśnie do Jastrzębiej Góry. Nam najlepiej obserwowało się go z miejsca uwiecznionego na powyższym zdjęciu.
W kolejnych dniach naszego pobytu skusiliśmy się na wycieczkę do Gdyni, oczywiście również pociągiem.






Idąc główną ulicą dotarliśmy do portu w Gdyni, gdzie można było zobaczyć słynny Sea Towers oraz okręt Błyskawica - polski niszczyciel, który został poddany przebudowie na okręt muzeum w Stoczni Marynarki Wojennej.

Kolejno Dar Pomorza - obecnie to także statek muzeum, który można zwiedzać - niestety nie z psami ;).
Symbolicznym miejscem w Gdyni jest również Pomnik Żagle, który znajduje się na końcowym odcinku Molo Południowego, niedaleko Oceanarium, przy Skwerze Kościuszki.
Kolejnego dnia późnym popołudniem, tym razem bez Zony, wybraliśmy się ponownie pospacerować na Hel.

W czasie naszego pobytu pogodę mieliśmy dość zróżnicowaną. Były dni pełne słońca, kiedy mogliśmy pobyć na plaży, a był też taki, kiedy cały dzień padało. Oczywiście w naszym przypadku żaden dzień nie był zmarnowany ;).


Pobyt we Władysławowie oceniam bardzo pozytywnie jeżeli chodzi o nocleg z wyżywieniem i warunki tam panujące. Jak to zazwyczaj w naszym przypadku bywa znaleźliśmy przy plaży cukiernie - kawiarnie, do której uczęszczaliśmy z Zoną praktycznie codziennie. Nikt w tym miejscu nie robił nam żadnych problemów. W samym Władysławowie ze względu na to, iż mieliśmy pobyt z wyżywieniem, nie mieliśmy potrzeby chodzenia na posiłki do innych miejsc. Nie mogę zatem ocenić jak wygląda tam sprawa z akceptacją zwierząt w miejscach gastronomicznych. Natomiast jeżeli chodzi o plażę to najprzyjemniej bywało wcześnie rano...Choć i wtedy (pewnego razu) trafiliśmy na starszego pana z ogromnym brzuchem "opowiadającego legendy" jakoby plaże były tylko dla psów - ratowników ("bo te siku ani kupki robić nie muszą") ;)
Władysławowo jest miastem, do którego przyjeżdża naprawdę bardzo duża liczba ludzi i jestem zaskoczona, że w takim mieście nie ma choćby najmniejszej psiej plaży. Natomiast przy każdym zejściu na plażę widnieje znak zakazujący wchodzenia z psem na plażę. Osobiście nie spotkaliśmy się z żadnymi problemami w tym przypadku, że schodziliśmy takim zejściem, ale przyznam, że nie jest to dla mnie komfortowe, gdyż tak naprawdę nie ma miejsca gdzie można psa swobodnie puścić ku morzu i cieszyć się wraz z nim urokami wypoczynku. Jestem osobą, która w pełni rozumie to, że są ludzie którzy nie chcą mieć na plaży obok siebie psa i w pełni to respektuję. W takiej sytuacji z ogromną przyjemnością skorzystalibyśmy z psiej plaży, której niestety tam brak. Są także ludzie, którym nie pasuje (obce) nagie dziecko sikające zaraz koło jego ręcznika i co wtedy? Co w przypadku "twardszych argumentów"? My za swoim psem sprzątamy a co robią rodzice.... Odrobina zwykłej życzliwości każdemu z nas nie zaszkodzi...

Zapytacie - "czemu nie skorzystaliście z plaży dla psów w Kuźnicy czy Juracie?" Odpowiedź brzmi "odległość", nie chcieliśmy ruszać za każdym razem auta. W sezonie ciężko się pomiędzy Władysławowem a Helem samochodem porusza. Wyjściem mogłaby być komunikacja miejska. Owszem, o ile niskopodłogowe autobusy - ich kierowcy - najmniejszego problemu nie robili, o tyle kierowcy autobusów PKS (Władysławowo - HEL) już tak. Spotkaliśmy się z sytuacją, iż właśnie w Kuźnicy kierowca autobusu zabronił wejścia Państwu podróżującym z psem. Co wtedy? Spacerek :) ?

Podsumowując. Z pewnością więcej nie wybiorę się z Zoną do Władysławowa w sezonie, chociaż samo miasto oceniam dość dobrze, plaże są ładne i dość szerokie, to w sezonie wakacje spędza tam ogromna liczba ludzi co nie jest dla nas najlepszym rozwiązaniem. Gdyby tak zrobić tam plażę dla psów.............. ;)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz