czwartek, 21 lipca 2016

Czechy, Praděd z psem.




Tydzień temu w sobotę (9 lipiec) postanowiliśmy się wybrać do Czech. Dokładnie na Pradziada. Nasza wycieczka rozpoczęła się od przyjazdu do miejscowości Karlova Studánka. Miejsce postoju dla naszego auta udało nam się znaleźć obok tamtejszego sklepu spożywczego (który jest chyba jedynym tego typu w całej miejscowości) tu macie adres. Po zabraniu wszystkiego co nam potrzebne z samochodu wyruszyliśmy w stronę szlaku, przechodząc tym samym przez całą miejscowość.
Karlova Studánka położona w czeskich Jesennikach jest to miejscowość typowo uzdrowiskowa. Próżno jest tu szukać "hotelu na hotelu". Można wręcz odnieść wrażenie jakby czas zatrzymał się w miejscu. Budynki utrzymane są w starym stylu z drewnianymi wykończeniami - wszystko to tworzy niesamowite wrażenie.
Warto zaznaczyć, iż Karlova Studánka jest też jednym z  najczystszych miejsc w Europie pod względem jakości powietrza. Przebywając tam można śmiało oddychać pełną piersią :)
Miejscowość słynie także ze źródeł wody mineralnej typu wodorowęglanowo-wapiennego z wysoką zawartością kwasu krzemowego, nasyconej CO2 (czyt. rdzawa lekko gazowana woda :)).

Wodę można pobierać w dostępnej dla wszystkich pijalni, którą mijamy po drodze. Warunek - trzeba mieć swój kubek bądź butelkę. Podobno bezpośrednio po nalaniu smakuje najlepiej. Nam osobiście ta woda nie przypadła do gustu, ale oczywiście rozumiem, że może mieć ona swoich smakoszy :).
Poruszając się dalej mijamy Urząd Miasta, sklepik z pamiątkami, małą kawiarnię oraz domy uzdrowiskowe znajdujące się na niewielkich wzniesieniach, co daje bardzo ładny widok.
Spokojny spacer przez całą miejscowość z krótkimi przystankami zajmuje nam około godziny. Następnie docieramy do pensjonatu Hubertus wraz z usytuowanym tam dość dużym płatnym parkingiem oraz WC - płatne 5Kč - warto skorzystać przed wyruszeniem na szlak ;) Kwota (80 groszy?) nie stanowi majątku a pozwala wyeliminować zbędny stres i wstyd towarzyszący ukrywaniu się po krzakach. Od hotelu zaczynają się już szlaki: niebieski i żółty. W tym miejscu również widzimy pierwszy wodospad o wysokości 8m robiący niemałe wrażenie.
Aby kontynuować wędrówkę wybranym szlakiem, spod wodospadu należy się udać w kierunku rezerwatu przyrody Bílá Opava, do którego wiedzie kawałek drogi asfaltowej. Idąc chwilę napotykamy zaparkowane wzdłuż drogi samochody osób wybierających się na szlak. Jest to kolejne miejsce, gdzie nie płacąc możemy pozostawić nasze auto (tu macie adres).
Następnie szlak prowadzi już przez las. Początkowo idziemy szlakiem żółtym i niebieskim łagodną, szeroką, kamienistą drogą wzdłuż potoku Bílá Opava.
Po drodze mijamy drewnianą chatkę, która stanowi miejsce odpoczynku dla osób zmierzających na Pradziana. W tym miejscu szlaki się rozdzielają. My wybieramy szlak żółty, który prowadzi tzw. dnem doliny.
Podążając szlakiem żółtym zatracamy się w wąskich ścieżkach, momentami przechodząc po kamiennych stopniach, dużej liczbie pomostów, drewnianych schodach i różnego rodzaju drabinkach. Wszystko to wspaniale komponuje się z otoczeniem. Bliskość wody sprawia, że roślinność na szlaku rozwinięta jest bardzo bujnie i występuje w kolorach soczystej zieleni. Towarzyszący szum strumienia i tryskająca z niego woda pozwala skutecznie zapomnieć o szarej rzeczywistości i zatracić się choć na chwilę w "ferworze wyprawy" :).
No tak i teraz pytanie - jak w takich warunkach poradził sobie nasz czarnuch? Muszę przyznać, że wspaniale. Zona dzielnie pokonywała wszelkie napotkane "dziwne" dla niej przejścia typu kładki oraz drewniane schodki z szerokimi przestrzeniami pomiędzy. Na palcach jednej ręki mogę  policzyć sytuacje, w których trzeba było ją wspomóc. Od dłuższego czasu wyznaję zasadę, iż nie wybieram się z Zoną w takie rejony bez szelek. Nie wiem, może i uznacie mnie za panikarę ale dzięki szelkom mogłam ją spokojnie przytrzymać, a momentami podciągnąć; na szczęście nosić nie trzeba było ;).
Idąc dalej zmierzamy ku górze doliny gdzie szlak żółty łączy się ze szlakiem niebieskim. Od momentu złączenia droga jest ciut szersza i bardziej monotonna (po jednej stronie "przepaść" a po drugiej góra). Po przejściu pewnego odcinka szlaki ponowie się rozdzielają, a my ponownie wybieramy żółty, przechodząc tym samym przez jeszcze kilka pomostków by ostatecznie dotrzeć do polany o nazwie Ovčárna. 
W miejscu tym znajduje się kilka schronisk i hoteli, gdzie można coś zjeść i odpocząć. W sezonie zimowym czynne jest tu kilka wyciągów narciarskich, co sprawia, iż tętni tu życie. W oddali możemy zobaczyć szczyt Pradziada, czyli miejsce docelowe naszej wyprawy.
Szeroka asfaltowa droga prowadzi na najwyższy szczyt Moraw, czyli Praděd (1491 m n.p.m.). Trasa jest dość monotonna i kiedy ma się wrażenie, że już prawie jesteśmy na miejscu okazuje się, że droga zatacza koło i jeszcze dużo przed nami. Trasa ta trwa gdzieś około godzinę. Dużym plusem jest to, że dookoła rozprzestrzeniają się piękne widoki, a przy bardzo dobrej pogodzie można dojrzeć nawet Karkonosze, Beskidy i polskie równiny.
Na samym szczycie znajduje się wieża transmisyjna o wysokości 162 m. U podnóża wieży znajduje się hotel wraz z restauracją oraz stacja meteorologiczna. Na wieży znajduje się również oszklony taras widokowy (łącznie jest on na wysokości 1563 m n.p.m. !). Na taras można wjechać windą po uiszczeniu odpowiedniej opłaty. Psy raczej wstępu nie mają, chociaż nie pytaliśmy.
Na dworze, przed wejściem do budynku, znajdują się ławki i stoły gdzie można spokojnie odpocząć. Chcąc uchronić się przed wiatrem można wejść do środka, gdzie w przedsionku, przed samą restauracją, również znajduje się kilka ławek, na których posadzimy nasze tyłki. Można także skorzystać z bufetu, gdzie prócz pamiątek kupimy również bułkę z parówką i czeskie piwo ;). Warto przypomnieć sobie podstawowe słownictwo używane w czeskich jadłodajniach (herbata, musztarda itd.) ;)
Ogromnym zaskoczeniem jest bezpłatne WC! Wiem, jest to normalne w cywilizowanym kraju w miejscach takich jak to lecz dla porównania na Śnieżce opłatę za skorzystanie z toalety uiścić trzeba! Nie ważne, że toaleta należy do restauracji, w której spożywamy posiłki i nierzadko pijemy zakupione napoje - chcesz skorzystać? płać!

Po nacieszeniu się widokami na szczycie i krótkim odpoczynku wyruszamy z powrotem w stronę Ovčárny. Warte uwagi jest to, iż na odcinku od polany Ovčárna - Praděd obowiązuje zakaz poruszania się samochodami. Co ciekawe można co jakiś kawałek wypożyczyć hulajnogę, bądź poruszać się na rowerze, co wiele osób czyni. Kolejny odcinek trasy Karlova Studánka - Ovčárna można już przejechać samochodem lecz po uiszczeniu odpowiedniej opłaty za wjazd. Jest to dobre rozwiązanie dla osób, które nie są w stanie bądź po prostu nie mają ochoty przemierzać szlaków w dotarciu na szczyt jednakże według nas to właśnie szlaki są największa atrakcją. Można również skorzystać z dojazdu autobusem na Ovčárnę od Karlovej Studánci (koszt to około  20 Kč), a następnie droga asfaltową dotrzeć na szczyt.
Od Ovčárny można wracać szlakiem niebieskim bądź żółtym, my na drogę powrotną obraliśmy niebieski, który prowadzi nas zboczem równolegle do żółtego szlaku ale kilkadziesiąt merów wyżej.
Przejście szlakiem niebieskim jest dużo spokojniejsze i łagodniejsze od żółtego - idealnie nadaje się na powrót, chociaż ścieżka jest dość wąska i mijamy wiele powalonych drzew, pomiędzy którymi trzeba się przecisnąć, ale nadaje to charakteru i urozmaica nam powrót.
W pewnym momencie szlak niebieski łączy się z żółtym i dalej droga prowadzi nas wzdłuż potoku. 
Zwiedzanie od momentu ruszenia spod samochodu do momentu powrotu zajęło nam około 7,5h podczas których przeszliśmy ponad 27 km. Samo przejście szlakiem na Praděd i z powrotem oceniamy na około 5-6 godzin. 
Wycieczka na Praděda była u nas bardzo spontaniczna. Z dnia na dzień postanowiliśmy, że jedziemy i nie żałujemy bo było przepięknie. Faktem jest, że wszyscy wróciliśmy bardzo zmęczeni lecz pod ogromnym pozytywnym wrażeniem. Zona już w samochodzie odpływała ;). Wszystkim bardzo polecam wycieczkę żółtym szlakiem, który nie należy z pewnością do najłatwiejszych, ale jest niesamowicie malowniczy. My z Zoną daliśmy radę i po raz kolejny śmiało mogę powiedzieć, że spisała się świetnie ;).



6 komentarzy:

  1. Ja byłam w Czechach, tylko w Ostravie. Zwiedziłam ją za to - dokładnie, bo się zgubiliśmy :D U mnie wycieczki z psem odpadają, Alex panicznie boi się wszystkiego co jeździ.

    Gratuluje udanego wypadu i czekam na waszą Pakę Zwierzaka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No faktycznie wejście na Pradziada mogłoby te małe łapki dość mocno zmęczyć, ale takiego maluszka to można do torby i nosić - wtedy z pewnością poczuł by się bezpiecznie ;)

      Usuń
  2. Ja zbieram się do Czech z psem już troszkę czasu, ale zawsze coś wypada. Kiedyś na pewno się wybiorę bo do Czech mam nie daleko :)
    Pozdrawiam, Goldenowelove

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam wypad do Czech z psiakiem :) a szczególnie trasę na Pradziada jak również Skalne miasto, które również opisywałam na blogu :)
      Podczas pobytu w Czechach zachęcam do spróbowania przepysznych lodów jakie tam sprzedają w budkach, włoskie o smaku waniliowo jagodowym - najlepsze jakie jadłam ;)

      Usuń
  3. Jaka ona jest piękna! *.* Zakochałam się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)
      Piękna ale jaka niegrzeczna potrafi być... ;)

      Usuń